wokół arbuza
przychodze do czyjegoś domu
niby wnosze dużo
plecak mały, plecak duży, spiwór
ale właścicielowi domu za wiele z tego nie zostanie
poza arbuzem, który jest prezentem,
niby małym, ale jednak nie tak bardzo, bo fajnym
niestety arbuza dni są policzone
dziś jeszcze przetrwał i to nawet w całości
ale już zapisana jest chwila jutrzejsza,
w której to właścicie domu sięgnie po talerze i co gorsza -
po nóż
i będę wspominał sobie następnego dnia
jak to "wczoraj" o tej porze poplamiłem sobie bluzę
i z lenistwa postanowiłem ją zostawić, o tak
może nawet za rok coś mi przypomni, ja to "rok temu" kupiłem komuś całego arbuza
i jaki to niedobry był, cały kaszkowaty i z milionem pestek,
a mimo to miło się go jadło i zjadło
i może mniej więcej w tym samym czasie i właścicielowi domu się przypomni
jak to "mniej więcej rok temu"
Jed ten głupi dowcip powiedział, który jednak dosyć śmieszny był
co myśmy wtedy jedli? melona chyba, a może to był arbuz?
I tak właśnie,
wychodząc z tego domu - nie tylko plecaki ze śpiworem zabrałem
i nie tylko arbuza zostawiłem
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz